Italia w galerii

W ramach reaktywacji bloga wrzuciłem do galerii zdjęcia z zeszłorocznych podroży do Włoch.

Październikowy wyjazd po Toskanii i Ligurii:

A także mikołajkowy do Neapolu:

Wkrótce w albumie Italia pojawi się więcej zdjęć więc zachęcam do zaglądania.


Wczasy

No prawie jak wczasy.
Wymyśliliśmy z Magda że możnaby na wczasy do Chorwacji pojechać. I tak od słowa do słowa i zaczęliśmy się przygotowywać.
No i tak:
Na zorganizowane to ja się raczej nie nadaje więc może autem. A to jak autem to może by namioty wziąć. A po co rezerwować wcześniej jakieś lokum – na miejscu się znajdzie (jakby co to zawsze mamy namiot.
A żeby było raźniej zabraliśmy się we czwórkę ze znajomymi.
I tak sobie autkiem na dwa tygodnie do Chorwacji pojechaliśmy.
Na początek Istria. Zatrzymaliliśmy się na polu namiotowym pomiędzy Poreć a Rovinj żeby następnego dnia zacząć zwiedzać.
Na początek Pula ze swoimi ruinami Koloseum


I urocze Rovinj na kolacje.


Następnego dnia był już Porec a później uciekliśmy na południe.

Jako bazę wypadową obraliśmy mała miejscowość Promajna skąd robiliśmy sobie jednodniowe wycieczki przeplatające się z nic nie robieniem na kamienistej plaży albo gdzieś przy kawie.
Zdecydowanie warto pojechać było na Hvar:


Choć przyznam że fajnie by było tam dłużej posiedzieć niż obskoczyć w kilka godzin. Cóż będzie gdzie wrócić.

Pozytywnie było również w Splicie i Trogirze. Powiem że Split to mnie nawet zaskoczył in +

Z kolei Dubrovnik choć ładny to strasznie turystyczny że aż męczy.


I tak w powolnym tempie wczasy minęły.
Na takie mogę jeździć :)

Italia Italia

Wiosenno weekendowy wypad do Italii a dokładnie w okolice Bolonii.
Kilka słonecznych dni nad morzem na podładowanie baterii i sama Bolonia czyli Włochy lekarstwem na zastój.
I ta kuchnia… mmm. Nie wiem co jest takiego w kuchni włoskiej ale jest jedną z moich ulubionych no bo co może pobić pizze z owocami morza i domowym winem…
A propo pizzy hitem wyjazdu dla mnie była pizza sprzedawana na kawałki z małego sklepiku w Bolonii. Trochę złaziliśmy żeby ją znaleźć i już zacząłem Magdzie marudzić że to tylko pizza i chodźmy zjeść byle gdzie, tylko słyszałem że warto i mam się już w końcu zamknąć bo Ona wie co robi i gdzie mnie ciągnie… Noo wiedziała – na najlepszą pizze jaką kiedykolwiek jadłem (a jadłem „pare”).
A no i Bolonia to mięso a przede wszystkim szynka parmeńska i salami – sam smak.
Byłbym zapomniał o najlepszych na świecie sorbetach…

11


Rok 31

Tak mi się jakoś utarło że wpisy robie gdzieś w okolicy wiosny czemu nie mam pojęcia. Tak czy inaczej minął kolejny rok a ja tu prawie nie zaglądałem. A szkoda bo był to zacny rok.
Po pierwsze stuknęła mi 30tka a z tej okazji kupiłem sobie małe m, co chyba oznacza że na dobre zapuszczam korzenie, ale żeby nie było było też parę ciekawych wyjazdów o których w następnych postach. Teraz tylko nadmienię że była Italia Chorwacja i Iran. A międzyczas spędzałem pomiędzy remontami, pracą i szeroko zakrojoną rodziną.
Tera mam lat 31 i nie wiem jaki to rok będzie ale wiem że będzie równie ciekawy i mam mocne postanowienie częstszych wpisów.

Such a wonderful life

She says:

Napisałeś kiedyś: „Boje sie ze zawiodę tych na których mi zależny. Jestem uzależniony od podróżowania.”

- Prawda  – odpowiedziałem

- Zależy Ci na mnie?
To się nie bój i bądż sobą
Bo chcę Cię właśnie takiego


„And suddenly he starts to believe.
And he takes her in his arms and he doesn’t know why,
But it thinks that he begins to see.

She says:
Don’t let go
Never give up,
It’s such a wonderful life”

Zasłyszane gdzieś w czeluściach muzycznych radiowej 3ki – mojego przewodnika muzycznego. Niby nic nie rozumiem…
… a w moim obecnym stanie psychofizycznym wszystko takie
… jasne

… i jakoś się łzy do oczu cisną

Ecce homo

O tym że w sumie mam dziwne problem z wysławianiem się i artykułowaniem mojego wnętrza Ci co mnie znają to wiedzą.
Dlatego polecam „wywiad w drodze” na stronce internetowego znajomego Szymona @ www.mywayaround.com
Tak jakbym o sobie czytał. Wiadomo inne wspomnienia i przeżycia. Ale spojrzenie na otaczający świat podobne. Podobne marzenia, podobne tęsknoty i to co najważniejsze w życiu takie samo.
Cieszy mnie że nie jestem sam w tym dziwnym świecie. Że nie tylko ja spoglądam na rzeczywistość inaczej.

Zagwostka

Ostatnio pisałem że trzeba będzie zegarek założyć i na kalendarz spoglądać, i co – na zegarek spoglądam żeby się do roboty nie spóźnić i żeby o odpowiedniej porze z niej wyjść, a na kalendarz to ostatnio jakoś zerknąłem i wyszło mi że już dwa miesiące pracuje. Więc póki co nie jest ze mną tak źle. Nie wszystko się zmienia.
Zmieniło się tylko to że zostałem urzędnikiem ;)
No i w sumie włączył się tryb praca-dom. Później włączyła się konieczność wczesnego snu – bo rano jakoś tak nie bardzo do siebie dochodzę, a w sumie trzeba by jakoś do pracy dojechać, a później dożyć do pierwszej kawy.
Sama robota fajna a towarzystwo jeszcze fajniejsze. I tyle o robocie. Bo nie o tym chciałem.
Wytrzymałem jakiś czas, około trzech czterech miesięcy, a później jakoś tak samo z siebie… Kapłem się że znów jedynym słusznym kanałem jest Travel Chanel, a pierwsze strony oglądane za pośrednictwem www to blogi tych co w trasie. I jakoś tak samo z siebie, podświadomie jakoś znów zacząłem planować, wiercić się i marzyć.
Na pierwszy plan Maroko. Już chyba w październiku. W pierwszej wersji był grudzień, ale jakoś termin się przesunął. Bywa.
Będzie krótko, bo urlop mały, i będzie chilloutowo, tak jak lubię – kawka tu kawka tam.
No właśnie urlop. Mam zagwostkę (takie nowe modne słówko oznaczające że chyba ma się problem i nie ma się zielonego pojęcia na jego rozwiązanie). Jak tu zrobić żeby co roku było ze dwa (tu i tak idę na kompromis z własnym jestestwem) miesiące urlopu w roku i kasa na jedyne słuszne zagospodarowanie tej kasy w różnych klimatycznych krajach? No właśnie jak? Czekam na jakieś pomysły.

You Can’t Always Get What You Want

Kilka slow
… o tym co sie skonczylo

Skonczyl sie kolejny okres w moim zyciu. Latwiej mi liczyc okresy zycia niz lata. Od kilku lat (tych kaledarzowych) okresy zaczynaja sie gdzies na wiosne i trwaja okolo roku. Tak bylo jak przyjechalem ze Szkocji za pierwszym razem. Tak bylo jak pojechalem do Anglii zeby zaraz potem wyjechac do Azji. I pozniej znow Szkocja.

I tak tez bylo w tym roku (okresie). Koniec z Wyspa, Wlochy, Kobieta a pozniej Ameryka. Dzika Wenezuela – lubie takie niezorganizowane klimaty, taka Polska przelomu lat 90tych. Droga Brazylia ze swoimi pysznymi owocami. Dwa krotkie epizody z Paragwajem i Urugwajem. I w koncu Argentyna – kraj w ktorym w sumie moznaby zamieszkac. Piekna stolica na poczatek, pozniej jeden wielki suchar, i w konu widoki nie z tej ziemi na Tierra del Fuego i pograniczu z Chile. Cud.
W Chile kolejne widoki nie z tej ziemi, przepyszne owoce morza, a na koniec troche folkloru w Boliwii.

Ameryka troche mnie rozczarowala jesli chodzi o kuchnie. Spodziewalem sie wiekszej roznorodnosci, a bylo dosc jednolicie. Pomijam oczywiscie wolowine ktora tu jest po prostu przepyszna.

Ciezko mi sie troche mentalnie jezdzilo. Ciezko ze wzgledow osobistych, a takze ze wzgledu na poczucie ze podrozowanie sie konczy i czym blizej konca tym bardziej jakis taki smutek ogarnia. Podrozowanie w sensie bilet w jedna strone, kupe czasu i plecak na plecy.
Wlasnie plecak – kocham i nienawidze zarazem tego wora. Nienawidze bo zawsze za ciezki, zawsze niewygodny, nigdy nie moge tam znalezc czego szukam i zawsze jest spakowany inaczej, nigdy tak samo. Ale kocham bo utozsamia pewna wolnosc. Moja mala szafka ktora pozwala mi byc gdzie chce i ile chce. Kawalek szmaty z szelkam ktory mowi innym ze jestem panem swojego losu i zawsze mozna zaciepnac na pukiel i do widzenia (lub zegnaj).
Zylem przez te okresy. Tak na prawde nie tam jakas egzystencja tylo ZYCIE pelna geba. Spelnianie marzen.

… O tym co bedzie

Teraz bede zyc … inaczej.
Boje sie tego co bedzie, co nadchodzi. Ustatkowac sie czas, rodzina praca – te klimaty. Cholera. Nieznane wody. I boje sie ze gdzies nie dam rady. Boje sie ze zawiode tych na ktorych mi zalezy.
Jestem uzalezniony od podrozowania.
W chwili w ktorej wyladowalem w Caracas uswiadomilem sobie jak bardzo jestem zakochany – w podrozowaniu.

Najbardziej obawiam sie chyba jakiegos zamkniecia. Tej pieprzonej monotonnosci dnia codziennego. Zycia z zegarkiem na reku (na poczatku podrozy po Azji mialem zegarek, pozniej go sciagnalem i nie zalozylem do dnia dzisiejszego – to juz ponad dwa lata i czuje sie z tym faktem swietnie – i co z tego ze sie czasem spozniam;)) i kalendarzem w kieszeni (sic!).
I to nie tak ze ja tego zycia nie chce. Pewnie ze chce. Ale chce tez podrozowac. A tu trzeba bedzie wrzucic plecak na dno szafy, uspic i wyciagac okazyjnie – od urlopu do urlopu (sic!!).

Z drugiej strony, znajduje mase plusow tej przyszlej rzeczywistosci. Bede w koncu mial czas (zywie taka wielka nadzieje) na sprawy ktore nie byly mozliwe jak mnie nie bylo.
W koncu bedzie czas zeby zwiedzic Polske. Zeby spedzic troche czasu z rodzina i przyjaciolmi. Zeby napic sie wodki. Zeby wybrac sie na jagody, poziomki, borowki (i zrobic z nich nalewke;)), a pozniej grzyby (moze w koncu naucze sie je rozrozniac). Uderzyc w kulture ciut wyzszych lotow niz kino (o Gieksie i Minersach nie zapominajac;)). I na projekt o argentynskiej nazwie „motorhome” (wiem nie brzmi argentynsko ale tam sie tak gada). I na motor.

I na kupe innych rzeczy, ktore teraz mi nie przychodza do glowy.
Mam tez dzialke na ktorej bede budowac powoli swoja zen-oaze – miejsce gdzie bede uciekac, zeby pobujac sie w ciszy na hamaku, posaczyc mate i pogapic sie na zamek w oddali.

Wsystko sie okaze. Wiosna nadeszla – nowy okres sie zaczyna. Na pewno bedzie ciekawie.
Czas pokaze.


You can’t always get what you want
But if you try sometimes you just might find …
You get what you need,

Zdjecia w galerii.