Archive for Wrzesień, 2008

Mysle sobie …

Mysle sobie …
Zakupy neprawde poprawiaja humor. Niby prawda znana od wiekow przez plec odmienna ale przez nas samcow jakos tak nie brana pod uwage.
Laze sobie po tesko az tu nagle, po zabladzeniu miedzy alejkami, natrafiam na cala polke z polskim jedzonkiem. Parowki, kielbaski, a nawet kluski i pierogi, w ulomnosci jezyka angielskiego zwane poprostu jako dumplings – coz za nietakt z ich strony. Micha mi sie rozesmiala i uradowany wielce tym faktem w koszyku juz mialem paczke pierozkow.
Poprawil sie humor? Ha i to jeszcze jak.

Ze kupne pierogi nie maja nic wspolnego z tymi robionymi rekami (najlepiej rodzicow)

Ze ostatni tydzien przed urlopem byl nieslychanie krwawy. W robocie sie krew lala. Niby nic male zaciecia ale apogeum bylo w sobote mojego pierwszego dnia w knajpie. Podczas krojenia szynki parmenskiej paluch mi zjechal z miesa i ciach. Powiezchnia ciala mi sie zmniejszyla o kilka mm. I dupa juz mialem po pracy. Pozniej tez sie krew lala na budowie ale juz nie takim strumieniem. Ogolnie to bez strachu palce wszystkie sa – no ok jeden tylko troszeczke mniejszy sie stal.

A ostatnio tez sie w sumie dzialo i mysle sobie ze mimo ze sie ciesze to jakos tak inaczej sie stad wyjezdza. W obu robotach sie zrobila zajebista atmosfera i w sumie juz mi sie teskni za niektorymi ludzmi. Szczegolnie w knajpie. Roboty non stop ale zabawnie strasznie.
I dzieki temu tez sie odwiedzilo starych znajomych (w pracy nie ma za bardzo czasu na pokojnie pogadac zeby nie wspomniec ze tak o suchym pysku) i powspominalo, obgadalo to i owo;)

Mysle sobie ze milo mi bedzie na urlopie. Wolne plus trzy wesela. No i Turcja pomiedzy.
No wlasnie tak a propo, bo dawno juz mi pewna piosenka po glowie chodzi:

Bob Dylan – Gotta travel on

Done laid around, done stayed around
This old town too long
Summer’s almost gone, winter’s coming on
Done laid around, done stayed around
This old town too long
And it seems like I’ve got to travel on
And it seems like I’ve got to travel on.

Papa writes to Johnny, Johnny, can’t you come home.
Johnny, can’t you come home. Johnny, can’t you come home.
Papa writes to Johnny, Johnny, can’t you come home.
Johnny’s been out on the road too long
Done laid around, done stayed around
This old town too long
And it seems like I’ve got to travel on
And it seems like I’ve got to travel on.

That silly wind will soon begin and I’ll be on my way
Going home to stay, going home to stay
That silly wind will soon begin and I’ll be on my way
And I feel like I just want to travel on
Done laid around, done stayed around
This old town too long
And it seems like I’ve got to travel on
And it seems like I’ve got to travel on.

There’s a lonesome freight at 6.08 coming through the town
I’ll be homward bound, I’ll be homeward bound
There’s a lonesome freight at 6.08 coming through the town
And I feel like I just want to travel on
Done laid around, done stayed around
This old town too long
And it seems like I’ve got to travel on
And it seems like I’ve got to travel on.

Oj bedzie sie dzialo …..

Takie tam.

Dawno mnie tu nie bylo a czas w sumie smiga i juz mamy wrzesien. Lata nie bylo, olimpiada minela i zaczal sie USOpen. Nie bede czekal do zakonczenia tego turnieju bo cos mi sie wydaje ze znow moge pisac o porazce Federera, a nie chce.
Poza tym robie na dachu – montaz elewacji. i jako ze na dachu to mi tam wieje, a ze w Szkocji to jeszcze pada, a ze mamy rekordowy sierpien pod wzgledem opadow to pada bardzo. I jak narazie jedyne co mnie ta robota nauczyla to chyba dystansu do tej pogody. Dystansu i pewnej dozy optymizmu. Bo jak leje to nigdy nie wiesz czy za raz nie wyjdzie slonce, a jak juz wyjdzie to trza sie cieszyc tym faktem ile wlezie. Takie meteorologiczne carpe diem. Robota miala byc na dw trzy tygodnie ale sie przedluzylo. Teraz juz raczej pewne ze to ostatni tydzien. Za to w przyszla sobote wracam na dorywcza robote do mojej starej knajpy Paperinos zwanej. Tym razem jednak juz nie na zmywak a na pizze. Cos czuje ze bedzie smiesznie. A w sumie robote zalapalem przez przypadek. Wychodze sobie w sobotnie poludnie z pubu po dwoch Guinnesach i CoolLight’cie i napotykam starego znajomego Rocco, ktory to juz trzy lata temu mnie wcisnal do knajpy. I gadaka szmatka, co tam slychac i w ogole i pyta sie mnie czy nie chce sobie dorobic. No to jasne ze tak. I tak wieczorami i w weekendy nic nie robie, pogoda ciulowa i tak, z moim szczesciem nadgodzin na budowie tez raczej nie uswiadcze, wiec czemu nie. Zawsze to kilka zloty wiecej.
A w ten weekend bylem u chlopakow (i dziewczyn) w Rochdale pod Manchesterem. Wilem mial geburstag to smy sie mu na hate zwalili.
W piatek juz pozno dojechalismy wiec troche sie pogadalo i kima. W sobote udalem sie z Jania na zwiedzanie Manchesteru. Hmm ino co tam zwiedzac. Centrum ladne, ladniejsze i wieksze od Glasgowskiego ale zabytkow jak na lekarstwo. Byl jakis niby stary rzymski fort ale to w sumie ino sterta gruzu.
Wbilismy sie do muzeum techniki, ale jak dla mnie nuda. Przy jednym stanowisku moznabylo trche poglowkowac. Byly rozna przestrzenne gry logiczne, tak wiec postanowilismy nie odejsc z tamtad dopoki sie czegos nie pouklada. Malo co nie poleglismy na ukladance polegajacej na zlozeniu szescianu z klockow przypominajacych tetris tyle ze przestrzenny. Po grubo pol godzinie udalo sie ulozyc. Ale z koleji piecioboczne piramidki z ktorych trzabylo ulozyc (jakos) trojkat, nas rozlozyly.
Polazilismy troche po centrum, udalismy sie zobaczyc Old Traford i z powrotem.
Wieczorem juz w Rochdale, zrobilismy imprezke urodzinowa i zastawilismy stol wodka i jakimis przegryzkami.
Wyjazd sie w pelni udal. Odpoczalem nawet, chociaz niewiele co spalem, podladowalem troszke bateryjek, a i nawet pogoda byla laskawa.
Czas zaczac nowy tydzien.
Ot zycie.