Archive for Maj, 2010

You Can’t Always Get What You Want

Kilka slow
… o tym co sie skonczylo

Skonczyl sie kolejny okres w moim zyciu. Latwiej mi liczyc okresy zycia niz lata. Od kilku lat (tych kaledarzowych) okresy zaczynaja sie gdzies na wiosne i trwaja okolo roku. Tak bylo jak przyjechalem ze Szkocji za pierwszym razem. Tak bylo jak pojechalem do Anglii zeby zaraz potem wyjechac do Azji. I pozniej znow Szkocja.

I tak tez bylo w tym roku (okresie). Koniec z Wyspa, Wlochy, Kobieta a pozniej Ameryka. Dzika Wenezuela – lubie takie niezorganizowane klimaty, taka Polska przelomu lat 90tych. Droga Brazylia ze swoimi pysznymi owocami. Dwa krotkie epizody z Paragwajem i Urugwajem. I w koncu Argentyna – kraj w ktorym w sumie moznaby zamieszkac. Piekna stolica na poczatek, pozniej jeden wielki suchar, i w konu widoki nie z tej ziemi na Tierra del Fuego i pograniczu z Chile. Cud.
W Chile kolejne widoki nie z tej ziemi, przepyszne owoce morza, a na koniec troche folkloru w Boliwii.

Ameryka troche mnie rozczarowala jesli chodzi o kuchnie. Spodziewalem sie wiekszej roznorodnosci, a bylo dosc jednolicie. Pomijam oczywiscie wolowine ktora tu jest po prostu przepyszna.

Ciezko mi sie troche mentalnie jezdzilo. Ciezko ze wzgledow osobistych, a takze ze wzgledu na poczucie ze podrozowanie sie konczy i czym blizej konca tym bardziej jakis taki smutek ogarnia. Podrozowanie w sensie bilet w jedna strone, kupe czasu i plecak na plecy.
Wlasnie plecak – kocham i nienawidze zarazem tego wora. Nienawidze bo zawsze za ciezki, zawsze niewygodny, nigdy nie moge tam znalezc czego szukam i zawsze jest spakowany inaczej, nigdy tak samo. Ale kocham bo utozsamia pewna wolnosc. Moja mala szafka ktora pozwala mi byc gdzie chce i ile chce. Kawalek szmaty z szelkam ktory mowi innym ze jestem panem swojego losu i zawsze mozna zaciepnac na pukiel i do widzenia (lub zegnaj).
Zylem przez te okresy. Tak na prawde nie tam jakas egzystencja tylo ZYCIE pelna geba. Spelnianie marzen.

… O tym co bedzie

Teraz bede zyc … inaczej.
Boje sie tego co bedzie, co nadchodzi. Ustatkowac sie czas, rodzina praca – te klimaty. Cholera. Nieznane wody. I boje sie ze gdzies nie dam rady. Boje sie ze zawiode tych na ktorych mi zalezy.
Jestem uzalezniony od podrozowania.
W chwili w ktorej wyladowalem w Caracas uswiadomilem sobie jak bardzo jestem zakochany – w podrozowaniu.

Najbardziej obawiam sie chyba jakiegos zamkniecia. Tej pieprzonej monotonnosci dnia codziennego. Zycia z zegarkiem na reku (na poczatku podrozy po Azji mialem zegarek, pozniej go sciagnalem i nie zalozylem do dnia dzisiejszego – to juz ponad dwa lata i czuje sie z tym faktem swietnie – i co z tego ze sie czasem spozniam;)) i kalendarzem w kieszeni (sic!).
I to nie tak ze ja tego zycia nie chce. Pewnie ze chce. Ale chce tez podrozowac. A tu trzeba bedzie wrzucic plecak na dno szafy, uspic i wyciagac okazyjnie – od urlopu do urlopu (sic!!).

Z drugiej strony, znajduje mase plusow tej przyszlej rzeczywistosci. Bede w koncu mial czas (zywie taka wielka nadzieje) na sprawy ktore nie byly mozliwe jak mnie nie bylo.
W koncu bedzie czas zeby zwiedzic Polske. Zeby spedzic troche czasu z rodzina i przyjaciolmi. Zeby napic sie wodki. Zeby wybrac sie na jagody, poziomki, borowki (i zrobic z nich nalewke;)), a pozniej grzyby (moze w koncu naucze sie je rozrozniac). Uderzyc w kulture ciut wyzszych lotow niz kino (o Gieksie i Minersach nie zapominajac;)). I na projekt o argentynskiej nazwie „motorhome” (wiem nie brzmi argentynsko ale tam sie tak gada). I na motor.

I na kupe innych rzeczy, ktore teraz mi nie przychodza do glowy.
Mam tez dzialke na ktorej bede budowac powoli swoja zen-oaze – miejsce gdzie bede uciekac, zeby pobujac sie w ciszy na hamaku, posaczyc mate i pogapic sie na zamek w oddali.

Wsystko sie okaze. Wiosna nadeszla – nowy okres sie zaczyna. Na pewno bedzie ciekawie.
Czas pokaze.


You can’t always get what you want
But if you try sometimes you just might find …
You get what you need,