10 – 15.12 – Splyw Jangcy.

Mialo byc samotnie i nudno. Nie bylo. Zrobilo sie za to dosc osobiscie.
Kolejnego dnia mojego pobytu w Chongqing do miasta przyjechal Tony, wiec pojawila sie mozliwosc, ze splywac bede mial z kim. Zanim jednak Tony przyjechal, czekajac na niego, przegadalem caly dzien z jedna z dziweczyn z recepcji hostelu. Tony przyjechal kolo polnocy.
Nastepnego dnia zdecydowalismy ze poplyniem oddzielnie – glowny powod to ograniczony czas kolegi. Udalismy sie na wspolny obiad – hot pot, specjalnosc Chongqing – ostre! Po nim rozstalismy sie z nadzieja spotkania w Shanghaiu.
Po odprowadzeniu na prom, na dzien dobry poznalem moich towarzyszy podrozy. Abid – pakistanczyk mieszkajacy na codzien w San Francisco w USA, Judie i Bob rowniez z SF oraz Tina i Howard z Esex w Anglii. Bardzo mile towarzystwo. Jako ze po dotarciu na lodke bylo juz ciemno, udalismy sie prosto do baru i tam tez zakonczylismy wieczor. Na poczatku mialem tez maly zgrzyt z obsluga lajby. Otoz na wejscie do baru trzeba miec wejsciowke – 60 juanow. Oczywiscie nie mialem zamiaru tego placic wiec trzebabylo wykabinowac jak to obejsc. Po dlugim naleganiu, narzekaniu i przekonywaniu udalo mi sie uzyskac zapewnienie ze bede mogl spokojnie korzystac z baru bez placenia. Dodatkowo Abid zaprosil mnie do swojego pokoju – wiec za free przeskoczylem z klasy trzeciej do pierwszej;)
Nastepnego dnia gralismy sobie spokojnie w karty kiedy podeszlo kilku chinczykow z pytaniem w co gramy i czy moga sie przylaczyc. Alez czemu nie. I tak poznalismy grupe nauczycieli z Hangzhou. Wieczorem zaprosili nas na kolacje za ktora oni w calosci zaplacili. Bylo kupe zarcia, wina, chinskiej anyzowki i dobrej zabawy.
Nastepnego dnia ogladalismy trzy male przelomy. Na szczescie pogoda dopisala i mozna bylo ogladac przelomy w calej okazalosci i kolorystyce. Naprawde szokda ze to zostanie wkrotce zalane.
Wieczorem zeby sie zrewanzowac za wczoraj, my zaprosilismy naszych chinskich przyjaciol na kolacje. Padlo na dosc droga knajpe ale za to zarcie wysmienite. Nastepnie udalismy sie na krotkie przedstawienie, a pozniej do kulbu gdzie zaszalelismy do … Hmm … ja do okolo pierwszej. Dokladnego czasu nie znam;)
Nastepnego dnia musielismy sie rozstac wczesniej. Ja jako jedyny nie pojechalem ogladac tamy. Jakos nie mam ochoty placic kupy kasy za ogladanie kawalka muru ktory w dodatku niszczy cos co mi sie podoba. Przed zejsciem z lodki przegadalem kilka godzin, podobnie zreszta jak w poprzednie dni, z pewna nauczycielka angielskiego. Bylo … niezwykle milo. Troche ze smutkiem ale w sumie bardzo zadowolony ruszylem w dalsza droge.
Wybierajac oferte splywu zdecydowalem sie na bilet trzeciej klasy plus wycieczka do malych przelomow. W sumie po targowaniu sie wyszlo mnie to 500 juanow. Bez biletu udalo mi sie wslizgnac do miasta duchow Fengdu.
Kolejna nocke spedzilem juz sam w Wuhan w jakims podrzednym hoteliku. Dojechalem tam bardzo pozno, bo jeszcze w Yichan, czekalem na Abida i reszte, zeby razem z nimi sie zabrac do Wuhan, ale chyba czekalem nie na tym dworcu autobusowym co mialem. Dzis rano szybko zakupilem bilet na dalsza droge i juz jutro rano zawitam do Szanghaju, gdzie czeka mnie spotkanie z Tonym, Tomasem, Gerrym i (mam nadzieje) z Abidem. A i z PSB biurem bezpieczenstwa. Nie nic zlego nie zrobilem, musze wize przedluzyc i tyle;)

Comments are closed.