31.03 – 3.04 – Georgetown, Penang, Malezja.

Chec dalszego podrozowania zawiodla mnie do Malezji, a scisle na wyspe Penang do miasta Georgetown, bedacego jednym z najwiekszym miastem w tym kraju. Na miejsce dojechalem minibusem prosto z Hat Yai w Tajlandii. Przejscie graniczne bezproblemowo, pieczatka, przeswietlenie plecaka i w droge.
Georgetown od razu mi sie spodobalo – wspaniala kolonialna architektura i niesamowita atmosfera wilokulturowej spolecznosci. A chwile pozniej dostalem zapachami w twarz, a kubki smakowe powariowaly. Juz dawno uslyszalem z czego slynie Penang – reputacja tutejszej kuchni rozciaga sie na cala Azje Poludniowo-wschodnia. A to wszystko za sprawa mieszkajacych tutaj chinczykow, hindusow, muzulmanow i oczywiscie Malajow. Przede mna cala lista kulinarnych atrakcji turystycznych.
Do zwiedzania jako takiego za wiele nie ma – kilka chinskich taoistycznych swiatyn, kilka hinduskich, meczety. Troche poza centrum znajduje sie Wzgorze Penang, z ktorego roztacza sie piekny widok na wyspe oraz swiatynia Kek Lok Si bedaca najwieksza buddyjska swiatynia w Malezji – bogato zdobiona z motywami zarowno chinskimi, tajskimi jak i birmanskimi. Caly urok miasta jest jednak w waskich alejkach, zabudowanych w stylu kolonialnym. A najciekawsze, ze te wszystkie kamienice caly czas zyja swoim dawnym zyciem.
Posiedzialem wiec na wysepce dluzej troche niz planowalem. Pojadlem odpowiednio. Problemem malym sie okazalo, jak tu wybrac co jesc skoro wszystko takie pyszne. Jedna restauracyjke to specjalnie musialem omijac szerokim lukiem – co tamtedy przechodzilem to musialem sie na cos zatrzymac a to na kurczaka tandori, a to na mango lassi, a to na jakiegos paczka. A przeciez inni tez czekaja. Wieczory konczylem mala czarna pyszna swiezutka kawka w malej knajpce na nabrzezu. Juz za drugim razem mnie rozpoznali, podajac dokladnie to po co przyszedlem. Dodac musze, ze po Wietnamie (na ktory tak narzekalem, a ktory w ostatecznym rachunku nie byl taki zly) kawa juz nie smakauje tak samo. Wszedzie jakas bezsmkowa lura, a nescafe i inne instat badziewia wyczuc idzie z kilku metrow. Natomiast poki co w Malezji kawke maja calkiem calkiem dobra. Nie jest to Wietnam, ale juz blisko.
Ludzie tez inni – bardziej usmiechnieci i milsci nawet od Tajow. Podoba mi sie tu.
Do meczetu tylko nie udalo mi sie wejsc, bo sie w pore modlitw wybralem. Ale beda jeszcze okazje, w koncu to muzulmanski kraj.

Comments are closed.