4 – 7.04 – Kuala Lumpur.

Kuala Lumpur – stolica Malezji i jej najwieksze miasto. Slynne wieze Petronas widac juz z oddali.
Zatrzymalem sie w "Domu Podroznika – Travellers Home" w China Town w samym sercu KL. Zaraz po rozpakowaniu udalem sie w miasto. Walesalem sie po uliczkach miasta do samego wieczora. Po drodze zaliczylem targ w dzielnicy chinskiej, niedaleko hostelu, sprzedajacy najrozniejsze rzeczy poprzez podkoszulki i portwele po najnowsze filmy i seriale. Po jakims czasie wsiadlem w tutejsza kolejke miejska, podobnie jak w Bangkoku, estakadowa. Przejechalem kilka stacji i wysiadlem w dzielnicy biznesowej, wsrod wiezowcow, drogich hoteli i wielkich supermarketow. Odwiedzilem jeden z nich – kilka pieter samej elektroniki. Ceny nizsze od polskich, ale wyzsze niz w Hong Kongu. Nastepnie wsiadlem w kolejna kolejke i podjechalem pod wieze Petronas. Niestety deszcz uniemozliwil podejscie pod same wieze i nacieszenie sie ich widokiem. Wskoczylem ponownie do pociagu i wrocilem do Chinatown. Deszcz ustal wiec pokrecilem sie jeszcze troche, zjadlem cos u hindusow i wrocilem do hostelu.

Po sniadanku w hostelu i kawce udalem sie do oddalonego o kilka miut drogi meczetu narodowego. Po drodze przeszedlem przez dworzec glowny – maly ale bardzo ladny. W meczecie wlasnie sie modlili wiec musialem wrocic tu pozniej. Czekajac na mozliwosc wejscia do meczetu odwiedzilem glowny plac miasta
"Merdaka Square". W samym centrum placu znajduje sie jeden z najwyzszych masztow na flage – pozostalosc po rzadach brytyjczykow, wokol placu bardzo ladne budynki. Po jakims czasie wrocilem do meczetu. Obszedlem go
dookola i zatrzymalem sie przy glownej hali modlitewnej, do ktorej nie-muzulmanie nie maja wstepu.
Podszedl do mnie jeden muzulmanin – wolontarusz i zaprosil na rozmowy o islamie. Przegadalismy kilka godzin w bardzo milej stmosferze. Wiele rzeczy Wyjasnil, kilka ciekawych spostrzezen, a wiele nowych pytan sie zrodzilo, na kilka z nich nie uzyskalem odpowiedzi. Bardzo interesujace doswiadczenie.

Po tej dlugiej lekcji islamu udalem sie na wieze telewizyjna, jedna z najwyzszych na swiecie – 427 metrow. Z gory przepiekny widok na miasto o zachodzie slonca. Niedaleko wiezy telewizyjnej stoja wieze Petronas i mozna na nie popatrec prawie z gory. Petronas Towers byly kolejnym celem mojego zwiedzania miasta.
Z kazdym kolejnym krokiem, zblizajacym mnie do nich, stawaly sie piekniejsze. Do srodka juz nie wszedlem – bylo zamkniete. Mozna wjechac na pomost laczacy obie wieze, ale trzeba przyjsc wczesnie rano, ustawic sie w dlugiej kolejce i liczyc na to, ze sie jeszcze dostanie bilet – sa limitowane. Dla mnie juz pierwszy warunek praktycznie wyklucza mozliwosc skorzystania z pomostu. Zreszta slyszalem wielokrotnie, ze rozczarowuje. Posiedzialem pod wiezami troche czasu, gapiac sie na nie, a w koncu wrocilem do hostelu.

Kolejnego dnia wybralem sie, jako ze niedziela do jednego z tutejszych kosciolow. Do tego najblizszego chinatown, drogi jakos nie znalazlem, a ten przy Merdaka Sqare okazal sie byc zamkniety, a w dodatku anglikanski. Pozniej zlapala mnie ulewa. Na odcinku kilku metrow, przebiegajac przez trzypasmowa ulice – przemoklem calkowicie. Dla przeczekania deszczu udalem sie na herbatke, a ze bylem w hinduskiej dzielnicy, byla bardzo dobra. Pozniej kolejny stop u golibrody i kolejna herbatka. W koncu rozjasnilo sie troche i moznabylo pochodzic po Little India. Wieczorem wrocilem do hostelu.

Comments are closed.