8-9.02.10 – Valparaiso. Droga na polnoc.

Po Santiago przyszla kolej na sasiednie miasteczko Valparaiso.
Slicznie polozone – nad oceanem i pomiedzy wzgorzami. Turystycznie ale milo.



A w ogole to jestem na etapie ze niewiele mi sie chce. Aspoleczny sie stalem. Nie che mi sie z ludzmi gadac, chce uciec gdzies, schowac na bezludziu jakims, zalozyc czpke, okulary, muzyka do uszu i skryc sie. Z dziecieca naiwnoscia zakryc twarz rekami i powiedziec nie ma mnie.
Wsiadam do autobusu i jade na pustynie. To znaczy do San Pedro de Atacama. Malej turystycznej miesciny na pustyni Atacama.

Comments are closed.