31.12.09 – 5.01.10 – Nowy Rok w Buenos Aires.

Musze sie przyznac do kilku rzeczy.
Po pierwsze nie wiem jak opisac to co sie dzialo przez te kilka dni. Byl sylwester i hostelowa impreza z tej okazji. Mialem jechac do centrum i zobaczyc jak sie Portenios (tak sie nazywa mieszkancow Buenos), ale nikt nie byl mi w stanie powiedziec czy cokolwiek bedzie sie dzialo. A poza tym bylbym sam i wracalbym kawal drogi albo piechty albo taksowka. Wiec stwierdzilem ze dolacze sie do imprezy w hostelu.
I dobrze wybralem bo impreza byla udana. Wpierw grilowalismy na dachu do drugiej. A pozniej pojechalismy do jednego z wielu klubow. Noc skonczyla sie okolo 6tej.
Nastepnego dnia wszyscy dogorywali. Dopiero pod wieczor wyszedlem sie przejsc.
Kolejny dzien. Znow spacer, zadne tam zwiedzanie. Kilka parkow w tym calkiem sympatyczny – japonski. Wieczorem zrobilismy sobie kolacje w hostelu, do ktorej dolaczylo sie polowe "mieszkancow". Ja oczywiscie zapodawalem kuchnie wloska. Kolacja skonczyla sie kolo pierwszej po czym udalismy sie do kolejnego klubu (chyba najlepszego w jakim kiedykolwiek bylem). W lozku bylem okolo 8ej rano.

W niedziele wybralem sie z Avim, jednym z chlopakow z hostelu na niedzielny targ, do centrum. Schodzilismy caly dzien ogladajac pierdoly i jednoczesnie wczuwajac sie w atmosfere tego miejsca. Wieczorem znow tance. Ale inne tym razem. Avi szedl na lekcje tanga wiec zabralem sie z nim. Kilka krokow powiedzmy ze poznalem.
Nastepnego dnia znow pochodzilismy troche po centrum, jak i po portowej dzielnicy. Wieczorkiem pizza i wczesne lozko.
We wtorek przyszlo mi opuscic to piekne i klimatyczne miasto. Przyznam sie ze samego miasta za wiele nie widzialem. Na meczu tez zadnym nie bylem bo maja przerwe letnia. Oj chyba bedzie trzeba tu wrocic.
Po drugie, zaczynam miec problem z piciem, w tym kraju. Nie nie chodzi tu o ilosc a o wybor. No bo co tu wybrac kiedy kawa zdaje sie byc smaczniejsza niz w Brazylii, piwo jest calkiem niezle i tanie w dodatku, wino jest jeszcze smaczniejsze i rownie tanie, a do tego jest jeszcze mate, ktora mi posmakowala, no i soki (choc te nie tak dobre jak brazylijskie). No co wybrac.
Po trzecie – problem z jedzeniem. Jak wyzej, problem z wyborem. Wyborem pomiedzy stekami i innym czesciami zgrillowanej wolowiny, hamburgerami, kielbasami i innymi kanapkami, jak i pastami i pizzami, gdyz kuchnia wloska ma sie tu jak u siebie w domu (choc pizzy na plaskim spodzie uswiadczyc ciezko). A sa jeszcze empanady, ktore sa tu przepyszne.
Wspanialy poczatek roku we wspanialym miescie.

Comments are closed.