Posts Tagged ‘Macau’

23.12. – 3.1.2008 – Hong Kong i Macau

Swieta swieta i po swietach. W sumie nie bardzo nawet poczulem ze byly. Ok byly jakies wystawy, pseudo chinki, laseczki w czapeczkach Mikolaja, ale nic wiecej. Na wieczerze mialem nawet wolowine zamiast ryby. Slowem dzien jak codzien.

Za to Hong Kong jako miasto rzadzi. Kapitalne, po prostu. Jest tu chyba wszystko czego mozna chciec od miasta, a jak sie chce to pol godzinki i juz sie jest na lonie natury. A tak w ogole to musze przyznac, ze udezylem w kulture podczas tych swiat. Dwa muzea i kino, a jak. A takze byla plaza z kapiela w morzu oraz spacery po gorkach. O – tak sie bawilem.

W hostelu poznalem grupke gosci, glownie z Europy, studiujacych w Pekinie i z nimi tez spedzalem czas. Razem udalismy sie na wspolnego sylwestra. Hmm wlasciwie nie mozna tego nazwac sylwestrem (w naszym tego slowa znaczeniu). Po prostu grilowalismy sobie na plazy. Sylwestrowa noc zaprawilem kurczakiem i whisky z cola i tyle. Szampana nie bylo, fajerwerkow nie bylo, ba nawet muzyki nie bylo. Ale bylo spoko towarzystwo i to w sumie wystarcza. Fajerwerki przy glownej promenadzie ponoc byly bardzo kiepskie.

Na mp3ke wybralem wypadkowa wielkosci, jakosci i ceny (ktora tez odgrywala role) i wyszlo mi – Meizu M6 (8GB). Na forach zbieral bardzo dobre noty, a i ja jestem juz bardzo zadowolony. A za zaoszczedzone w ten sposob pieniazki zjadlem super zajebistego kurczaka w Macau (i mowie to z pelna odpowiedzialnoscia – kura po prostu paluchy lizac) oraz pendrivea sony 32 GB, ktory okazal sie byc trzydziestodwugigabajtowa niszczarka danych. Naiwnosc kwiatkowska nie zna granic – uwaga: jeszcze nie wymyslono tak duzych pendrivow!!!

W Macau spedzilem tylko jedna noc, a nastepnego dnia udalem sie spowrotem do Chin (w sumie stesknilem sie za tym absurdalnym krajem).

A czego zycze wszystkim i sobie na nowy rok:

I want a breeze and an open mind
I wanna swim in the ocean, wanna take my time for
me, it’s all free
So maybe tomorrow I’ll find my way home