Posts Tagged ‘Rosja’

14-17.09 Wladywostok

14.09
W koncu zajechalem. Tym razem podroz byla nudna. Po wyjsciu z pociagu we Wladim udalem sie zostawic bagaz w przechowalni, a nastepnie wybadac sytuacje z promem. Prom ze mna na pokladzie odplywa do Japonii, w poniedzialek wieczor. Koszt nie maly bo 360 dolarow + 400 rubli razem jakies 375 dolcow. Drogo jak cholera, ale cuz sie chcialo to sie ma.
Nastepne kroki skierowalem ku kafejce internetowej, jest kolo dworca na poczcie. Dosc tanio, bo 36 r i mozna podlaczyc usb. Niestety moja strona dalej nie dziala, a na dodatek gdzies mi sie zapodzial dysk, wiec fotek tez se nie skopiowalem.
Teraz trzeba znalezc kantor i jakis pokoj na noc. Jedyne kantory sa w bankach, a kurs dolara cos strasznie niski, ale musze. A ze spaniem moga byc problemy. Jakas babcia mi powiedziala, ze wieczorem kolo dworca beda sie krecic babuszki z ofertami kwater. Z koleji w biurze gdzie mieli polecac tanie zakwaterowanie, najtansza oferta to 50 dolarow za noc. Tak ze noc chyba na swiezym (no nie do konca) powietrzu.
Jakis kolo sie przyplatal, ze niby tu panuje ruska mafia i turystow nie bija. Pod warunkiem zaplaty oczywiscie. Odmowilem najgrzeczniej jak umialem i odeszlem z miejsca. Nie wiem czy kolo tak na prawde, czy tylko naiwnych turystow naciaga. Tak czy inaczej troche stracha mi napedzil.
Poszedlem jeszcze raz sprawdzic, czy moze babuszki jakies sa. Niestety caly czas ta sama. Probowalem sie troche potargowac, ale twarda sztuka – chce 1000 rubli, za nocke, za pokoj dwuosobowy. Sciemniam jak moge. Ze biedny student, ze 1000 rubli to ja mam w ogole, ze mlody i glupi. W koncu zaczepila jakas inna babcie i tak mam nocleg. Mialo byc 500 r za noc i na 3 dni, a bedzie 450 i na dwa. Zawsze cos;) Igora juz nie bylo

15.09
Caly dzien siapilo z nieba. Mimo to wyszedlem z mieszkania na spacer po miescie. Sam Wladywostok ma zadatki na bycie ladnym miastem, polozony na kilku wzgorzach nad morzem, niestety miastem ladnym raczej nie jest. Tak na jednodniowa wizyte. Co bede robil jutro nie mam pojecia. Pokrecilem sie wiec troche po miescie, zachaczajac o wzgorze z fajnym punktem widokowym. Mozna wjechac kolejka na gore za szesc rubli, ale sa tez schody – z czego ja skozystalem. Dzieki silnemu zachmurzeniu widok byl mocno ograniczony, ale fajny.
Nastepnie wrocilem do domu, bylem i tak juz mokry i reszte dnia spedzilem na przygotowaniach do japonskiej czesci mojej podrozy.

16.09
Obudzilem sie jak na moje zdolnosci dosc wczesnie, bo wspomnialo mi sie, ze dzis bede trzeci dzien we Wladku, a czeka mnie jeszcze jeden, wiec pojawia sie problem rejestracji (dotyczy kazdego turysty zamierzajacego spedzic trzy i wiecej dni w jednym miejscu). Po zaczerpnieciu jeszcze zdania u Moniki, szybko sie spakowalem i wyszedlem poszukac jakiejs opcji ominiecia prypiski, czyli najprosciej w swiecie – wyjazdu z miasta. Wpierw poszedlem sprawdzic promy na pobliskie wyspy – Popov i Ruskij (wlascicielki mieszkania ostrzegly mnie jednak, ze juz bedzie za pozno). Prom na przystani juz stal. Kilka pytan do szefa lajby – gdzie i za ile bilet, udalem sie do kasy. W drzwiach minalem sie z Igorem (tym cwaniaczkiem z mafii) – bez slow, ja udalem, ze go nie znam i on udal (nieporadnie, bo zrobil troche zaskoczona mine), ze mnie tez nie zna. Kupilem szybko bilet i na prom. Wiecej opcji unikniecia rejestracji nie sprawdzalem.
Wyspa skojazyla mi sie z tropikami – byla piekna pogoda, slonce sie lsnilo we wodzie a ja doplywam do zalesionych wysepek. I w sumie gdyby nie radziecka architektura – obrzydliwie szpetne bloki i jakies stare fabryki, wrazenie by zostalo do konca. Obralem sobie cel – plaza. Troche sie nalazilem zeby znalezc taka ktora bylaby czysta i niezatloczona, ale w koncu udalo sie. Sliczna zatoczka i poza kilkoma ludzmi tylko ja. Posiedzialem tak do wieczora, kapiac sie i opalajac. Nastepnie udalem sie na moja kwatere – zobaczony wczesniej stary opuszczony budynek. A ze w srodku bylo czysto – rozwinalem karimatke i udalem sie w kimono.

17.09
Nawet sie wyspalem. W nocy jakies cos lazilo po okolicy, ale do mnie nie przyszlo. Zastsnawiajac sie co to moglo byc, przerobilem chyba cala faune tutejszych terenow, wlacznie z wilkami, niedzwiedziami i tygrysem syberyjskim (skad by sie niby mial tu wziasc nie mam pojecia), ale nic nie przyszlo, wiec sie nie dowiem.
Wstalem, umylem zabki i poszedlem na prom powrotny. Po dotarciu do Wladka udalem sie do agencji, potwierdzic rezerwacje i zaplacic za dowiezienie mojej osoby na lad japonski. Po wyjsciu jakis koles powiedzial mi gdzie moge znalezc darmowego hotspota, ale niestety znow stronki otworzyc nie moge. Posiedzialem na murku ze dwie godzinki, przegladajac rozne stronki, a potem poszedlem do kafejki. Tam skopiowalem na dysk wszystkie fotki i inne bzdety porobilem. Czas zlecial.
Kolo 18tej poszedlem wszamac ostatnie ruskie pierozki i udalem sie do odprawy celnej. Zanim celnicy sie zebrali do odprawiania minela ponad godzinka, ale pozniej poszlo juz sprawnie. Nikt sie o nic tym razem nie czepial.
Na promie zostalem zaprowadzony do swojej kajuty (czteroosobowej ale jestem w niej sam) i po dwoch godzinkach opuscilem Rosje.

Musze przyznac, ze Rosja mnie zaskoczyla. Nie spodziewalem sie, ze ludzie sa az tak przyjazni, ze okolice Bajkalu sa takie sliczne, ze przyroda syberyjska jest taka piekna, ze prikrasne Rossijskie dziewuszki sa takie prikrasne (mmm a jak sie poruszaja), a Rosjanie pija az tyle (znaczy sie slyszalo sie to i owo, ale zobaczyc na wlasne oczy to co innego) i ze jest tu w sumie drogo. I pomimo incydentu w Igorem jest tu bardzo bezpiecznie. Spodobala mi sie Rosja;)

11-14.09 Transsybir 2

11.09
Pociag podjechal – wsiadam. Moj bilet sie nie za bardzo spodobal, blad w numerze paszportu. Ale jade. Mam chyba najgorsze miejsce z mozliwych – zaraz na wejsciu do wagonu, w przejsciu, na szczescie na gorze. Pociag jest troche gorszej klasy, niz ten do Irkucka. A pasazerowie poki co nawet w polowie nie sa tacy, jak poprzednio. No coz nie mozna miec wszystkiego. Poza tym to dopiero pierwszy dzien, wiec moze sie troche jeszcze rozkreci. Pode mna spi wiecznie narabany Alexander. Juz nawet dostal ostrzzenie, ze jak sie nie uspokoji to opusci pociag.
Jest tez jeden syneczek, pol szkot, pol iranczyk. Spoko synek, jezdzi non stop po Azji, dorabiajac to tu, to tam – np sprzedajac przewodniki LonelyPlanet. Wlasnie po przewodniku poznalem go.
Poznym wieczorem dokonalem wielkiej sztuki. Poszedlem do kibla i moj widok samego mnie przestraszyl. Postanowilem wiec sie ogolic. Niby nic, nie. Taa, a probowal ktos w ciagle bujajacym, podskakujacym, rozklekotanym pociagu? W kazdym badz razie mnie sie ta sztuka udala i wyszedlem calkowicie bez szwanku;)

12.09
Pozno wstaje, wszyscy juz na nogach, Alexander juz zdazyl sie zbabic. Wcinam chlebek z kielbasa, popijam herbatka.
Wychodze do restauracyjnego, na kawke. Bufet prawie pusty. Jakas mama z dzieckiem i dwoch chopow. Przy kawie spedzam czas potrzebny do zaladowania baterii. W telewizorze ruska muzyka, lat 80tych. Przyplatal sie pijany fan tych szlagrow.
Opuszczam restauracyjny wagon.
W moim nic sie nie dzieje. Siadam i wpatruje sie w okno. Teren na zewnatrz pagorkowaty, a wszystko sie zloci i lsni w sloncu. Piekna wczesna jesien. Udaje mi sie zrobic kilka fotek. W kiblu i na koncu wagonu, byly okna otwarte.
Z kolega pol szkotem (zapomnialem jak ma na imie) juz w sumie nie gadalem, pozyczyl mi ino przewodnik po Rosji, co bym chociaz neta we Wladku umial znalezc. Ze spaniem bedzie nie tyle ciezko, co drogo. Wracajac do pol szkota, to jest on chyba jeszcze mniej rozmowny niz ja. Wieczorem tez mial swoja stacje, dalej ma sie udac do Jakucka.
Pozostaly czas spedzam na sluchaniu lekcji japonskiego – trzeba sie zaczynac przygotowywac.
13.09
Znow wstaje jako ostatni, znow Alexander juz nawalony. Nuuudyy. Nic sie nie dzieje. Biore znow kilka lekcji japonskiego, slucham troche muzyki, wieczorem ide spac. Nudy.
14.09
O piatej rano czasu moskiewskiego docieramy do Wladywostoku. Wagon juz prawie pusty, wiekszosc zdazyla wysiasc wcesniej.

9-10.9 Bajkal

Po wyjsciu z pociagu pojechalem z Monika do jej znajomego ksiedza, u ktorego sie ma zatrzymac na kilka dni. Ksiedza jednak nie bylo, wiec po chwili czekania postanowilismy jechac do Listwianki – wsi kurortu nad samym bajkalem.
Na miejscu juz, poszlismy sie rozejrzec jak wyglada baza noclegowa. Po kilku domkch, ktore byly za drogie jak dla mnie, ludzie skierowali nas do turbazy, gdzie mialo byc najtaniej. Mialo bo schronisko okazalo sie byc zamkniete. No to czas cos zjesc. Na obiadek szaszlyk i smazony ryz, do tego kawa z termosu.
Chwile pozniej spotykamy nasza trojke francuzow z pociagu. Wymyslili (wyczytali w lonelyplanet), ze w Listwiance jest jurta do wynajecia. To czemu nie. Jurte znalezlismy w sumie bez problemu i po krotkim targowaniu, wzielismy na jedna noc.

Zaraz pozniej sie rozstalismy. Ja z Monika poszlismy do muzeum Bajkalu, a francuzi poszli jesc. Za czym zaszlismy do muzeum, co chwile zatrzymujac sie i rozkoszujac widokami Bajkalu, byla juz 7 wieczor i muzeum zamkneli. W tym miejscu tez, rozstalem sie z Monika, umawiajac jednoczesnie na dzien nastepny w Irkucku.
Chwile po powrocie czekala juz na nas bania czyli rosyjska sauna. Po krotkim objasnieniu co, z czym i jak, zaczalem, wraz z francuzami rozkoszowac sie urokami bani. Po wyjsciu z sauny, zimna woda byla zbawieniem.
Nastepnie chlopaki przygotowali kolacje – makaron z parowkami, po ktorej jeszcze przy piwku rozegralismy kilka partyjek pokera. I kima.

Nastepnego dnia z samego ranka chlopaki sie zmyli, pojechali zobaczyc wyspe na bajkale. Ja wstalem znacznie pozniej. Spakowalem sie podziekowalem gosodarzom i poszedlem nad bajkal. Nic mi sie nie chcialo ani jesc, ani kapac sie w bajkale, ani czytac. Posiedzialem jakis czas na plazy i zmusilem sie do poszukania jakiegos sniadanka. Padlo na wedzona rybke – po utargowaniu 30 rubli. Rybka smakowala. I odrazu tez zachcialo mi sie jednak wskoczyc do Bajkalu. Znalazlem ustronna plaze i chyb. Brr woda zimna jak diabli, ale poplywac szlo.
Po kapieli posiedzialem jescze chwile i udalem sie w kierunku busika na Irkuck.
W Irkucku wysiadlem, w sumie nie wiem gdzie, wygladalo na same centrum. Dalem znac Monice gdzie jestem i usiadlem czekac na nia. Minelo troche czasu zanim przyjechala. Ja w miedzyczasie troche czytalem, troche polazilem, a troche pogadalem z miejscowymi. Po dotarciu Monika zdazyla odwiezc mnie tylko na dworzec i juz musiala uciekac na spotkanie z biskupem Irkucka. Ja udalem sie na drobny zakup, cos przekasic i spoczalem na dworcu. Minelo troche czasu, podchodzi do mnie jakis synek: ruski? – pyta. Nie. A polak moze? I w ten sposob poznalem Marka z Lubina. Przyjechal na kilka tygodni nad Bajkal.
Przegadalismy cala nocke, a z rana on udal sie na podboj Irkucka, a ja do kolejnego pociagu – relacji Irkuck – Wladywostok.

5.09 – 9.09 Transsyberia

5.09
Pociag numer 10 BAJKAL ruszyl punktualnie. Juz w chwile po odjezdzie uswiadomilem sobie, ze zaczal sie wlasciwy czas mojej podrozy. Jeszcze na peronie poznalem parke z Nowej Zelandi, jadaca na rowerach z Londynu, do domu. Po wejsciu do swojego wagonu przywitalem sie ze wspoltowazyszami podrozy, po czym zostalem poczestowany wodka, a jako zapitke dostalem nalewke o dumnej nazwie KWAS oraz ogorka i pomidorka (ktory to zostawil slady swojej bytnosci na mojej bialej koszulce). Chwile sie jeszcze posmialiscmy po czym wszyscy udali sie spac.

6.09
Pierwszy caly dzien w pociagu. Niewile sie dzialo. Kilka rozmow ze wspolpasazerami, troche czytania sluchania muzyki, winko. Za oknem las, niebo bezchmurne.
7.09
Drugi pelny dzien podrozy koleja. Z poczatku nudy jak dzien wczesnej. W poludnie wybralem sie do wagonu restauracyjnego, na kawe. Tyle co siadlem, dolaczyli do mnie Nigel i Sonya, z Nowej Zelandii. Przegadalismy kilka godzin, w trakcie ktorych dowiedzialem sie, ze w wagonie naszym jedzie Polka i w dodatku z Mikolowa, wiec swoja dziolszka. Po wypiciu kawy i suplementu w postaci piwa, wrocilismy do naszego wagonu. Poszedlem sie jeszcze przywitac z Monika i zamienic z nia kilka slow.
Za oknami coraz mniej drzew, pogoda sie urozmaicila o kilka chmurek. Dzien skrocil sie o 2-3 godziny
8.09
Jutro ostatni dzien podrozy koleja.
Wstalem z wyra na pierwszej stacji. Nawet nie wiem, ktora byla godzina. Na stacji zaczepili mnie poznani rowniez dzien wczesnej, w restauracji Polacy – Ania, Gosia i Piotrek. Ja jeszcze spalem dlatego ich przegapilem. Umowilismy sie, ze przyjda do naszego wagonu. Po wejsciu spowrotem, zostalem zaproszony na wodke, przez rosjan z poczatku wagonu. Wiele tego nie bylo wiec zaoferowalem sie, ze ja dokupie nastepna. Nie minela chwila jak dolaczyla do nas trojka Polakow z kolejna flaszka. Zabawa sie rozkrecila. Na kolejnej stacji do wagonu wsiedli Gruzini ze swoim specjalem – wodka z winogron. Impreza siegnela zenitu. W ogromnie wymieszanym miedzynarodowo skladzie, przy suto zastawionych stolikach, spedzilismy kilka niezlych godzin. Az nas prowadniczka nie rozgonila
9.09 Irkuck
Do stacji docelowej dotarlismy z samego rana – 4 czasu moskiewskiego, 9 lokalnego.
Na chwile obecna wiem jedno – przesadzilem wczoraj.
Jeszcze w pociagu Monika poznala jakiegos goscia dysponujacego busikiem i chetnego nas podwiezc do jej znajomego. Na szybko sie spakowalem i szybko wybieglismy z pociagu. Na chwile jeszcze wrocilem sie pozegnac z wszystkimi i ruszylem z Monika w Irkuck.
W tym miejscu naleza sie ogromne podziekowania dla moich towarzyszy tej podrozy, bez ktorych bylaby nieporownywalnie dluzsza i nudniejsza, zeby nie powiedziec bezbarwna.
A wiec Monika, Ania, Gosia, Piotrek – dziekuje.
Special greetings for Sonya and Nigel for unforgetable journey.

3.09 – 5.09 Moskwa

Do Moskwy zajechalem bardzo szybko i sprawnie.
Wczesniej był krotki pobyt we Lwowie, gdzie na dworcu w poczekalni spedziłem noc, bylem tez sie na chwile przejsc, ale jakos noca Lwow nie robi jakos nadzwyczajnego wrazenia.
Pociag moj ruszal o osmej rano i w sumie zaraz padlem, zreszta nie sam.
Do Moskwy zajechalem na rano, dnia nastepnego. W trakcie drogi mijalismy granice ukrainksko-ruska no i oczywiście celnikom nie spodobal sie moj paszport. Na szczescie wzieli go tylko na chwile i pociag mogl ruszyc dalej.
W Moskwie zaraz po dojezdzie udalem sie szybko zakupic bilety na dalsza podroz. Zrezygnowalem ze stania w kolejkach na dworcu i udalem sie do agencji, ktora miala niby pobierac tylko 2 dolary prowizji – wiec czemu nie. W agencji udalo mi sie porozumiec troche po angielsku, troche po rusku, a troche po polsku, ale efekt mnie satysfakcjonowal. A wiec – piatego mam pociag do Irkucka, gdzie mam byc dziewiatego. Z Irkucka ruszam dalej do Wladywostoku 11tego. Cena w sumie 5071 rubli i oczywiscie prowizja okazala sie wieksza i zaplacilem jej nie dwa dolary, a 10 dolców.
Po biletach czas zalatwić spanie – kuria kosciola katolickiego – bez problemu.
Chwile po tym jak sie rozplaszczylem, uderzylem w miasto. Dzien pierwszy w moskwie to w sumie tylko plac czerwony. Chwile posiedzialem, wypilem piwko i juz byl wieczor i czas wracac.
Dzien drugi zaczalem rowniez od placu czerwonego i katedry św. Bazylego, ktor dzien wczesniej byla juz zamknieta, a ktora strasznie kojazy mi sie z wielka porcja lodow. W srodku w sumie nic specjalnego.
Nastepnie czas zwiedzania metra. Niby nic, ino metro- ale nie w Moskwie. Obejrzenie wszystkiego co warte (a warte), zajelo mi ponad 3 godziny. Moskiewskie metro budowane za czasow Stalina, to piekny obraz budowniczych socjalizmu. Ale przyznac trzeba, ze stacje sa sliczne i robia duze wrazenie. Zmeczony i zglodnialy poszedlem cos przekasic i napic sie przed plac czerwony, gdzie znalezienie jakiegokolwiek miejsca do siedzenia, z oparciem, zajelo mi dobre parenascie minut.
Na farze bylem juz po 10tej i zeby wejsc musialem pobudzic kilku ludzi.
Dzien ostatni w Moskwie, zaczalem bardzo leniwie. Pozno wstalem i po spakowaniu sie, udalem sie na internet. Cena 200 rubli za 2 godziny – a niech ich szlag. I nie dosc ze drogo, to w dodatku bez USB, a co gorsza nie otwiera sie strona mojego hosta (cenzura w Rosji ciagle dziala), wiec wlasciwie po sprawdzeniu maili nic do roboty nie mialem.

Pod wieczor udalem sie powoli na dworzec Jaroslawski skad za kilka godzin odjezdzam pociagiem BAJKAL do Irkucka.