Posts Tagged ‘Singapur’

10 – 12 – Singapur.

Do Singapuru przyszlo mi wjechac. Dokonalem tego wyczynu za pomoca autobusu, bezposrednio z Melaki. Granica bardziej niz cywilizowana, szybko sprawnie.
Singapur przywital mnie deszczem. Zaczelo lac tuz po przekroczeniu granicy i lalo, i lalo. W chwili miedzy deszczem dotarlem do "Little India", gdzie znalazlem nocleg w hostelu "Prince of Wales". Na zewnatrz lalo wiec musialem spedzic troche czasu zanim deszcz zelzal na tyle, ze mozliwe bylo jakiekolwiek wyjscie. O zwiedzaniu nie bylo zadnej mowy, plan na reszte dnia to badanie rynku, czyli rozejrzenie sie w cenach tutejszej elektroniki. A najlepszym do tego miejscem jest kilkupietrowy Sim Lim Square. Na szczescie niedaleko hostelu. Kilka pieter czystej elektroniki, zarowno uzytkowej, od aparatow po komputery, jak i najrozniejszej masci podzespoly. Dokonac zakupu w sumie latwo nie jest, mase sklepikow kusi roznymi okazjami, a la "tylko dzisiaj" lub "specjalnie dla ciebie", niektore ceny sa wrecz niewiarygodne, nalezy jednak bardzo uwazac, gdyz miejsce stalo sie znane z oszustw. Kant glownie polega na roznego rodzaju podmiankach pod lada, lub sprzedaniu sprzetu uzywanego lub nawet uszkodzonego (przy czym oferty specjalne czesto nie zawieraja gwarancji – no bo bedzie taniej). Mimo wszystko miejsce jest najprawdopodobniej najtanszym miejscem z elektronika na swiecie.
Po rozejrzeniu sie po sprzecie i cenach, udalem sie na kolacje i wrocilem do hostelu. Ciagle lalo.

Nastepny dzien do bezchmurnych nie nalezal, ale przynajmniej nie padalo. Udalem sie wiec w wedrowke po miescie. Z "malych indii" spacerkiem w kierunku centrum, az po "chinatown". Po drodze zatrzymywalem sie co chwile, zeby nacieszyc oczy widokiem miasta, wiezowcow, lub zeby cos przekasic. W "chinatown" odwiedzilem kilka swiatyn, z ktorych godna polecenia jest "Swiatynia Reliktu Zeba Buddy" – piecio pietrowa budowla zbudowana w stylu japonskim (znaczy sie ponoc chinskim dynastii Tang, ale wystarczy rzucic okiem zeby dostrzec typowo japonskie elemety), poswiecona Buddzie. W srodku jest kilka hal z figurami Buddy, a takze muzeum poswiecone tej religii. Na dachu zas jest maly ogrod oraz najwiekszy w Azji mlynek modlitewny.

W drodze powrotnej tuz pod wiezowcami na nabrzezu rzeki kusi cala masa restauracji i barow specjalizujaca sie w przysmakach tutejszych. Malo nie braklo zebym porzadnie zaszalal, na szczescie w portfelu nie bylo wystarczajacej gotowki. Na szczescie, bo pomimo nizelej (targowanej) ceny za kraba w sosie chilli, miejsce to jest dosc drogie i zrobiloby mi niezla dziure w budzecie. Zatrzymalem sie na dluzsza chwile pod budynkiem tutejszej opery, ktorej to kopuly zrobione sa na ksztalt rybiej luski. Mieszkancy jednak wola nazwe "Wielki Durian", na czesc tego jakze intensywnie pachnacego owoca.
Po powrocie do mojej dzielnicy udalem sie jeszcze do kafejki internetowej, gdzie zastal mnie niezbyt wesoly mail. Linia lotnicza, ktora mialem zamiar wrocic do swiata europejskskiego, odwolala wszystkie loty, z moim wlacznie. Tak, ze na dobranoc mialem o czym myslec.

Z rana zas zaczelo lac. Wrocilem do kafejki, zeby wyczytac wiecej co sie wlasciwie stalo, jak mam wrocic i co z moja kasa. W agencji do ktorej mialem zadzwonic w kwestii wyjasnien nikt nie podnosil sluchawki. Wywnioskowalem, ze w Singapurze nic nie zalatwie i z pytaniami musze zaczekac do czasu przybycia do Hong Kongu.
W strugach deszczu udalem sie w kierunku Sim Lim Square po moja nowa zabawke. W upatrzonym wczesniej sklepie, z certyfikatem "Starretailer"(gwarantujacym uczciwosc i rzetelnosc sprzedawcow oraz dobra jakosc produktu), przywital mnie wczesniej poznany sprzedawca. Za cene, ktora sama w sobie jest duzo tansza od tej ktora dostalbym gdziekolwiek w europie (moze w USA bylaby podobna), dostalem Nikona D80 w zestawie z obiektywem Nikkor 18-135, plus dwa filltry, karte pamieci oraz torbe na to wszystko. Po prostu bomba.
Po wyjsciu ze sklepu deszczu juz nie bylo, wiec udalem sie zobaczyc jeszcze pobliski Meczet Sultana. Nastepnie juz tylko kolejka miejska na lotnisko skad mam lot w niewiadma.