Posts Tagged ‘Turcja’

22.09 – 2.10 – Istambul.

Slonecznego poranka dnia 22ego wrzesnia spotkalem sie z przyjaciolmi – Lukaszem i Witkiem w celu 10cio dniowego podboju Turcji.

Samolot wieczorem ma nas zabrac tam z Bratyslawy wiec trzeba sie dostac do stolicy Slowacji. Na szczescie Grzegorz brat Witka ma czas nas tam podrzucic autkiem, wiec git. Droga minela spokojnie, polazilismy jeszcze chwile po centrum Bratyslawy i na lotnisko.
Po kilku godzinach stopy nasze dotknely ziemi tureckiej. Z lotniska autobusem szybko przetransportowalismy sie do centrum Istambulu i poszlismy znalezc jakies noclegowisko. Po drodze jeszcze mi sie usnelo i przegapilem jak przejezdzalismy ogromnym mostem nad bosforem, o czym sie dowiedzialem od kumpli.
Na nocleg wybralismy maly hostelik tuz za Niebieskim Meczetem, w ktorym Witek kiedys spal. W hostelu – kima.
Po poludniu poszwedalismy sie po miescie a wieczor zakonczylismy na moscie palac fajke wodna i popijajac raki – miejscowa wodka na bazie anyzu.

Drugiego dnia wzielismy sie ostro za zwiedzanie. Na pierwszy strzal poszedl Blekitny Meczet. Jednak byl tak zatloczony ze szybko wyszlismy. Pozniej szwedalismy sie od meczetu do meczetu i w ogole po miescie.
Wieczor zakonczylismy na tarasie naszego hosteliku popijajac raki. Byl super klimat – bylo cieplo ale nie goraco, po nawolywaniu muezinow (od ktorych to juz mi gesia skorka wyskakuje:)) zaczela do nas dochodzic jakas turecka muzyka. Cisza spokoj i ta muzyka. Po prostu super.

Nastepny dzien juz zrobilismy sobie lajtowy. Pozna pobudka, troche lapania slonca na tarasie, ktorego jak na turcje to cos malo bylo. W miedzyczasie Lukasz poszedl cos zwiedzac, a Witek czytal ksiazke. Po jakims czasie poszedlem na spacerek na nabrzeze. Wrocilem po (chyba) dwoch godzinach. Wypilismy piwo i poszlismy obadac sytuacje z noclegami i promami do naszej kolejnej miejscowosci, nadmorskiego kurortu o wdziecznej nazwie Cinarcik.
Pod wieczor poszlismy do tureckiej lazni. Taka sauna z peelingiem i masazem. Fajna, choc masaz nie byl jakis specjalny. Wygrzalismy sie, wypocilismy i na kolacje. A jeszcze przed kolacja skoczylem do golibrody zarosta sie pozbyc – mistrzostwo swiata (choc Indie to to nie sa), elegancko mnie ogolil, wymyl twarz, plynow i pudrow ponakladal jakichs a i grzywe mi przeczesal (az sie chlopaki ze smiechu zataczali ze wygladam jak jakis Tomasz Lis z lat 90tych;).
Po kolacji resztka raki na tarasie przy akompaniamecie tureckiej muzyczki. I spac.

Cinarcik, Cinarcik cudowne nadmorskie Cinarcik, przywitalo nas lekkim deszczykiem. Napilismy sie herbatki i poszlismy poszukac spania. Tuz przy drodze na nabrzezu byl nieduzy motel wiec poszlismy tam. Warunki sie spodobaly wiec mielismy juz nocleg.
Pozniej poszlismy na spacerek. Miastko wyludnione calkowicie w przedzile wiekowym 5 – 60. Poszlismy poszukac tej slynnej plazy. Znalezlismy. Posrod smieci znalezlismy cos co pamieta turystow – bar i kilka lezakow. Mozna – zapytalismy wskazujac na lezaki. Wspominalem juz ze bylo dosc zimno? Spytalismy jeszcze czy piwo podaja. Tak, prosze – padla odpowiedz. To trzy prosze. Zapadla cisza. No prawie, bo fale zaczely huczec bardziej. Halo, trzy piwa prosze – ponowilismy prosbe. Nie ma piwa – padla spokoja odpowiedz. A pozniej zaczelo padac …
Wrocilismy do pokoju, ogladajac jeszcze po drodze zniszczone trzesieniem ziemi sprzed kilku lat i opuszczone bloki mieszkalne, sklepy, bary.
Dobrze ze udalo sie znalezc jakis sklepik i zrobic zapasy trunkow na wieczor. I cale szczescie ze w pokoju byla kablowka z angielskojezycznym kanalami. Bo za oknem niezle wiuchalo.

Rano za oknem wygladalo jakby wlasnie przeszla tedy siostra huraganu katrina. Chwile zesmy sie zastanowili i wyszlo nam ze lepiej bedzie wrocic do Istambulu. Co tez niezwlocznie uczynilismy. Sie w hostelu zdziwili widzac nas znowu tak szybko. Cinarcik.

Reszte pobytu spedzilismy szwedajac sie po miescie. Ktoregos dnia wybralismy sie na rejs po bosforze innego poszlismy zobaczyc wieze Gallata chodzac do pozna po pobliskiej dzielnicy. Jeszcze innego przesiedzielismy w pubie ogladajac w poludnie formule 1 a wieczorem futbol amerykanski. Wieczory spedzalismy na tarasie, ratujac turecka gospodarke, oprozniajac ich zapasy browarow.

Ostatni dzien zarezerwowany byl na Hagie Sophie, ktora robi ogromne wrazenie. Prawie pol dnia spedzone na ogladaniu tej niegdys najwiekszej swiatyni chrzescijanskiej.
Ostatni wieczor podobnie jak pierwszy zakonczylismy na pozadnej sziszy. Pozniej juz tylko bus na lotnisko i do Bratyslawy skad ponownie autem do Polski.

Dziwny to byl troche wyjazd, taki troche stacjonarny sie zrobil, jednak ubawilem sie niezle i wypoczalem psychicznie. A samo miasto Istambul jest po prostu cudowne. Coprawda spodziewalem sie ze bedzie taniej i cieplej przede wszystkim, ze po deszczowym lecie w Szkocji wygrzeje sie pozadnie w Turcji. No coz nie mozna miec wszystkiego :)