Posts Tagged ‘Ukraina’

Lwów

Wymyśliłem sobie wycieczkę do Lwowa.
Chciałem być do przodu i kupić bilet na transsiba. Wstałem nawet rano żeby wszystko załatwić jednego dnia. Nie wyszło.
Do Lwowa zajechałem nawet sprawnie – pociąg do Przemyśla, busik do Medyki, przejście przez granice i kolejny busik juz do samego Lwowa.
Juz na granicy uświadomiłem sobie, że będzie ciężko – z języka to tylko kilka liczebników znam. Na dworcu kolejowym we Lwowie porażka. Posyłali mnie od kasy do kasy a kiedy w końcu w jednej juz chcieli się mną zając, musiałem użyć niezawodnego: “ni panimaju”. W odpowiedzi usłyszałem: “to ja ni panimaju”. Na szczęście było to z uśmiechem. I na szczęście przyszły posiłki – Lwowianie przyszli z pomocą.
Niestety biletu klasy plackartny, czyli najtańszej, na trasie Moskwa – Władywostok nie było. Mogłem się zaopatrzyć w klasę coupe za 3000 hrywien czyli kolo 600 dolarów – co mnie bardzo nie satysfakcjonuje. Wziąłem tylko bilet do Moskwy za 208 hrywien. Częściowy sukces, właściwie żaden.
Cały dzień mnie łeb napieprzal wiec, zrezygnowałem z przejścia po mieście i postanowiłem wracać. Było juz późno poza tym. Na busik powrotny musiałem trochę zaczekać.
W końcu dotarłem do granicy.
Granica polsko – ukraińska zasługuje na osobny temat.
Miejsce, w którym stykają się nasze kraje żyje biznesem. Mrówki zarówno polskie jak i ukraińskie mają się świetnie. Codziennie grają w swoja grę z celnikami, a ci bawią się w panów i władców pasa pogranicznego.
Większość ludzi (a są ich setki) się zna, pozdrawiają się wymieniając uwagi na temat celników – kto stoi, jak przeszukuje. Jak się chwile postoi z nimi, a ja miałem tą “przyjemność” stania 4 godziny (jak juz pisałem celnicy są panami i decydują o naszym losie – dziś wielki Ukrainiec wpuszczał do oclenia samych swoich rodaków, a nam kazał milczeć “bo was wcale nie wpuszczę”), można się bardzo wiele dowiedzieć o tym biznesie.
Po prędkości poruszania się kolejki wiedzą, kto podbija paszporty, kto przeszukuje i jak dokładnie po polskiej stronie, który celnik co może. Jak jest za długi przestój wiadomo co krzyczeć, a czego nie wolno – “hańba” jest jak najbardziej dopuszczalna, klnąc natomiast nie wolno, wolno buczeć, ale gwizdać już nie bardzo, bo “oni to rozumieją i mogą nam robić na złość” (i z okazji tej chętnie korzystają). Wiadomo tez komu dać w łapę (i z okazji tej mrówki korzystają).
Jest tez pełno cwaniaczków różnej maści (zresztą chyba mrówka musi być cwaniakiem żeby się interes opłacał) – nagle (o 22) pojawia się duża ilość kobiet w ciąży z chłopakami lub bez, kalecy o kulach, bez rak, w kołnierzach, itp., których oczywiście trzeba wpuścić na początek kolejki, a którzy po przejściu granicy cudownie zdrowieją.
Busiki tez działają w systemie full “nie ma wszystkich nie ruszam (jedno miejsce było wolne) – przecież nie mogą doplacac do interesu”.
I w taki właśnie sposób granice przekroczyłem po północy, a do Przemyśla dotarłem w pół pierwszej.
Pociąg 5.10. – kawa, hamburger, kawa, herbata…
Wymyśliłem sobie wycieczkę do Lwowa.