Posts Tagged ‘Urugwaj’

23 – 31.12.2009 – Mate, spokoj, relaks – Urugwaj.

Urugwaj rowniez zamknie sie w jednym wpisie, choc spedzilem tu znacznie wiecej czasu niz w Paragwaju. A wlasnie, tak a propo.
5 tysiecy guarani w kieszeni, stoje na przystanku do granicy z Argentyna. Podjezdza autobus. Za ile, sie pytam. 5 tysiecy. A wiec udalo sie. Do Argentyny wjechalem bez pieczatki wyjazdowej z Paragwaju. Autobus sie nie zatrzymal, choc prosilem, a mnie sie nie chcialo wracac. Pozniej juz sprawnie do granicy z Urugwajem.

Urugwaj znany jest jako kraj usmiechnietych ludzi ceniacych sobie spokoj i relaks, a takze jako kraj mate plynacy (taki napar z ziol Yerba). A co za tym idzie nierzadko spotkac ludzi siedzacych na lawkach, lub spacerujacych, saczac mate godzinami. Juz mi sie podoba.
Po przejsciu granicy spedzilem kilka godzin w miasteczku granicznym Paysandu. Nic specjalnego ot miasteczko. Wieczorem autobus do stolicy.

Na dziendobry Montevideo przywitalo mnie przepieknym wschodem slonca. Pozniej pogoda sie spsula ale co tam. Przeczekalem chwile w hostelu nastepnie udalem sie na spacer po stolicy. Po poludniu miasto zrobilo sie puste, a wszystko dookola bylo zamykane. Wlacznie z pralnia, do ktorej oddalem swoje brudy, a ktora miala byc otwarta. Tak wiec zostalem na Swieta bez ciuchow. No nie wszystkich oczywiscie.
Z posilkiem poludniowym rowniez sie zrobil maly problem bo restauratorzy tez poszli swietowac. Ale tylko maly. Wieczorem hostel zorganizowal wieczerze wigilijna, a ja sie z przyjemnoscia przylaczylem, co by samemu do konca nie spedzac tego dnia.
Wieczerza byla tradycyjna urugwajska, wiec jestem usprawiedliwiony. A to dlatego ze na stole wyladowalo miesko wszelakie – kielbaski z grilla, rolada z kurczaka (pycha trzeba bedzie kiedys zrobic), i wieprzowinka. Procz tego sporo salatek. I duzo wina. Milo bylo.
A co robilem w Swieta? To co sie robi w Swieta czyli nic. I tez jak to w Swieta, odwiedzalem telefonicznie tych ktorych kocham.
Nie tylko ja zreszta nie robilem nic. Cale Montevideo nic nie robilo. Poza tym lalo na zewnatrz. Pod wieczor udalem sie na spacer do starej dzielnicy. Przepiekna architektura bardzo nadaje charakteru temu miastu. A miasto opustoszalo kompletnie – prawdziwe miasto duchow. Bylem praktycznie jedyna osoboa chodzaca po ulicach. Gdzieniegdzie tylko ktos siedzial w bramie czy na lawce i popijal mate.
Dzien kolejny znow deszcze z rana, a popoludniem spacer z aparatem po miescie – nie moge sie napatrzyc na te stare budynki (opisywac nie bede – bedzie galeria). Dzis juz troche ludzi sie pojawilo, ale ciagle pustki na ulicach. Udalo mi sie tez odzyskac ciuszki. A na kolacje kawal miesa z frytkami i piwem, przy pieknym zachodzie slonca.

W niedziele po Swietach udalem sie w miejsce zwane Punktem Diabla (Punta del Diablo) – na plaze (zapomnialem dodac, ze Urugwaj tez z plaz jest znany). Ma byc mala wioska rybacka, cicha i spokojna.
Udalem sie na kamping z mysla ze taniej, a moze tez i blizej plazy. Pomylilem sie w obu przypadkach. Za namiot dla jednej osoby zazyczyli sobie cene z poludnia Europy, tlumaczac sie ze tu sklep, tam restauracja i basen. A co to ma do rzeczy. No ok basen jest fajny. Blisko do plazy tez nie ma bo jakies 5 km trzeba maszerowac.
A wioska to rybacka jest ale chyba tylko poza sezonem. Teraz w jego szczycie to lowia tu ino turystow. Jest ich mase. Na szczescie charakter wioski zostal, a turysci wtapiaja sie w atmosfere miejsca. Jest spokojnie i milo.
Pogoda sie spsula i siapilo caly dzien. Wioska jakby opustoszala, co nadalo jej jeszcze charakteru.
Pojawil sie drobny problem. A mianowicie skonczyly mi sie pieniazki, a jedyny bankomat nie dziala. Bedzie autostop.

Z poczatku nie szlo zle. Po moze 10 minutach pierwsze auto. Powiedzieli, ze jada jakies 60 km. Gitara. Okazalo sie zaledwie okolo 30. Dobre i to pomyslalem. Pozniej jednak utknalem. Ponad dwie godziny stania w samym sloncu. Malo aut jakos jezdzilo, a ci co przejezdzali jakos nie mieli zamiaru sie zatrzymac. Naszczescie okazalo sie, ze wioska przy ktorej stalem posiada czynny bankomat.
Napilem sie, zjadlem hamburgera (burgery w Ameryce Pd rzadza) i wskoczylem do autobusu.

Colonia del Sacramento, male miasteczko nad delta La Platy. Ladne, kolonialne. Fajna relaksujaca atmosfera mimo, wielu turystow.
Spotkalem Saena, poznanego wczesniej w Montevideo. Razem udalismy sie na nabrzeze i z wolna saczylismy mate.
Znow piekny zachod slonca – chyba z tym bedzie mi sie kojarzyl ten kraj (tez).
Sama Colonia naprawde ma swoj klimat, male placyki, kolorowe domki, wyluzowani ludzie. W sumie jak i caly Urugwaj.

Jest w tym kraju jeszcze cos co jest zauwazalne – stare samochody. Klasyki motoryzacji z lat 50tych a czasem nawet i 30tych. I to nie jakies zlomy rozwalajace sie gdzies na poboczu. Na chodzie. Widzialem tez takie klasyki jak szczyt polskiej mysli motoryzacyjnej czyli Fiat 125 oraz Polonez.

24.12.09 – Pogodnych Swiat .

Zdrowych pogodnych i wesolych Swiat Bozego Narodzenia, duzo usmiechu i spokoju, zycze wszystkim. Feliz Navidad sie tutaj mowi.
Wyszlo na to ze ja sam Swieta spedze w Montevideo. Jakos nie czuc, ze sa Swieta – jest goraco, pada deszcz zamiast sniegu i nie ma bliskich w poblizu. Karpia tez nie bedzie – szykuje sie stek. Co kraj to obyczaj.
A sylwester w Buenos Aires.
Jeszcze raz wszystkiego dobrego.