Posts Tagged ‘Walia’

Walia w dwóch odsłonach

7.-8.07- Walia w dwóch odsłonach

W końcu po czterech tygodniach deszczu, prognoza zapowiedziała, że w weekend deszczu spadnie znacznie mniej.
Długo się nie zastanawialiśmy – w drogę, tym razem odwiedzamy Walię.
Jak zwykle, jednak wybraliśmy się później niż planowaliśmy.
Pierwszy przystanek – Conwy. Nieduże miasteczko otoczone murami zamku. Krótka przechadzka po murach, chwila na oglądanie zamku i jedziemy dalej. Kolejne na trasie było Llandudno. Miejscowość wypoczynkowa nad morzem. Bardzo fajnie ale w sumie nic wielkiego. Kołobrzeg to to nie jest.
Nsatępnie udaliśmy się na sam kraniec Walii do Holyhead, na rybkę. Miasteczko niezbyt ciekawe i właściwie nie ma w nim niczego godnego uwagi. Gdzies za granicami Holyhead ponoć są jakieś ruiny, pozostałości po rzymianach, my jednak wybraliśmy klify i tam właśnie na skałach wpałaszowaliśmy sobie fish&chipsa.
Dalej na trasie kolejne nadmorskie miasteczko – Cearnarfon. Centrum miasteczka otoczone murami, a w
śroku… diabelski młyn. Za namową Mirka dałem się skusic na karasola i powiem tylko, że się swietnie
bawiłem, widoki z góry super i warto było. Później obeszliśmy jeszcze miastko dookoła i dalej w drogę.
Kolejne miasteczko na naszej trasie to Criccieth. Mała mieścina z zameczkiem i pięknym widokiem na zatokę.
Chwilę kontemplacji miejsca i widoków i w trasę. Do Harlech. Podobnie jak Criccieth małe maisteczko z
zameczkiem, położone jest jednak na stromej górce. Widoczek ze szczytu na zamek i otaczające góry – super.
Słoneczko już zachodziło więc czas podjąć decyzję czy śpimy na trasie czy wracamy do domu na noc.
Wybraliśmy to drugie. W domu byliśmy koło pierwszej w nocy. Po drodze minęliśmy jeszcze kilka bardzo
ładnych miasteczek, z których Barmouth, Dolgelau i Bala są zdecydowanie godne polecenia.

Niedzielę musieliśmy zacząć znów wcześnie i znów nie poszło nam to zgodnie z wcześniej ustalonym planem.
Szybkie śniadanie i już jesteśmy na M6 na południe w kierunku Cardiff. Granicę Walii przekroczyliśmy
około godziny 14tej.
Pierwszy przystanek zrobiliśmy sobie na plaży nad zatoczką Oxwich. Super plaża w super miejscu. Chwile
się zatrzymaliśmy po czym udaliśmy się obejrzeć pobliski zameczek i dalej w trasę, na zachód.
Kolejny przystanek w Newgale w St. Bride’s Bay. Przepiękna zatoczka i nie zatrzymaliśmy się tam na dłużej tylko dlatego, że byliśmy już potwornie głodni, a miejscowa knajpka nic ciekawego nie miała.
Udaliśmy się więc dalej zatrzymując się w poszukiwaniu obiadokolacji w Solvie, bardzo fajnym miasteczku,
a następnie w St. David’s. No tam już się udało zjeść. Ja wziąłem jakąś Walijską specjalność – potrawa
z ziemniakami i jagnięciną, a Mirek lasagne z frytkami.
Po zasileniu baterii poszliśmy obejrzeć miejscowe ruiny pałacu biskupiego z czasów średniowiecznych.
Pałac i kościół zupełnie nie pasował do miasteczka swoimi rozmiarami. Pałac był ogromny.
Jedziemy dalej. Następny przystanek, na chwilkę dosłownie w Newport. Bardzo ładny widok na zatoczkę.
Dalej na trasie znależliśmy się w Aberystwyth. Nie mieliśmy zamiaru się tam zatrzymywać, bo było już
późno, jednak jakoś źle skręciliśmy i wylądowaliśmy nad samym morzem. I bingo znaleźliśmy walijski
kołobrzeg, a nawet ładniejsze miasteczko od naszego polskiego kurortu. Chwilę przeszliśmy się promenadą i musieliśmy ruszać dalej.
Powrót był dokładnie tą samą trasą przez te same miasteczka – Dolgellau i Bala.
W domu byliśmy o 3 w nocy.
Podsumowując – Walia północna wywarła na nas większe wrażenie. Ładniejsze miasteczka, większe zamki i lepsze widoczki. No może z wyjątkami Oxwich i St. Bride’s Bay.